Kościół filialny Matki Bożej Siewnej w Grodżcu

U podnóża góry zamkowej wznosi się kościół filialny Matki Bożej Siewnej, o którym poza wzmianką z XIII w, niewiele wiemy. Jego kronika wraz z samym budynkiem zniszczały w wojnie 30-letniej. Odbudowano go w latach 1684 i 1688, a w 1735 r otrzymał nowy dach; stan kościoła musiał być jednak nie najlepszy, skoro w 1826 r. trzeba było zbudować nową (na miejsce starej) wieżę, a cały kościół poddać gruntownej naprawie. Ostatnio przeprowadzono remont zabytku w latach 1959-1960.
Z zabytków sztuki we wnętrzu kościoła warto obejrzeć zachowane stare witraże, kiedyś sprowadzone ze Szwajcarii: stojący rycerz z herbem i Sen Jakuba z połowy XVI w., herb w bogatym architektonicznym obramowaniu z datą 1578 oraz dwa wyobrażenia ze Starego Testamentu: Jakubowy Sen o drabinie w innej wersji i król Dawid z Jonatanem, oba z 1643 r. Prócz witraży godna uwagi jest murowana kropielnica z 1685 r. Znajdujący się niegdyś obraz z warsztatu Cranacha St., Święta Anna Samotrzecia, przeszedłszy różne koleje wojenne, przechowywany jest obecnie w Muzeum Śląskim w Wrocławiu, gdzie też zabezpieczono dwa inne witraże.
Do kościoła dobudowano późnobarokową kaplicę cmentarną rodziny Schellendorfów, założoną na planie owalnym , noszącą datę 1770.

Legenda o powstaniu  koscioła skopiowana  z tablic przykościelnych

Było to pod sam koniec XII wieku, kiedy księżna Jadwiga, która znaczny wpływ wywierała na politykę wewnętrzną księcia Henryka Brodatego, zapowiedziała swą wizytę na zamku Grodziec. Ówczesny kasztelan Jan, znając jej pobożność, nakazał wszystkim rycerzom i całej czeladzi, by nie ważył się nikt powiedzieć księżnej, że zamek stoi na pogańskim uroczysku i że dzieją się wokół niego jakieś dziwne rzeczy. - Nie przerażaj się, Wasza Miłość - powiadali rycerze - Córka Wasza zajmie się księżną, więc nie będzie kłopotów. Miał kasztelan Jan córkę, Sławę, tak urodziwą, że na całym Śląsku ładniejszej chyba nie było. Strojna, wesoła, żywa jak skra, zamek cały napełniała życiem i gwarem. Kiedy więc do zamku przybyła Jadwiga, Sława stale towarzyszyła księżnej. Teraz w całym zamku rojno i gwarno uczyniło się. Dźwięczały lutnie, brzmiały pieśni rycerskie, ucztowano aż miło. Niebawem też księżna widząc, że Sława wychowana jest w pobożnej atmosferze, polubiła dziewczynę i poczęła traktować ją z serdeczną życzliwością. Sława zaś czcią i szacunkiem jej się odwzajemniała. Aż któregoś dnia pobytu księżnej, gdy były same, gdyż książę Henryk z kasztelanem omawiali rozbudowę zamku, Sława nisko pochyliła głowę i chyląc się do kolan Księżnej rzekła cicho: - Wasza Miłość, wstyd mi... Księżna spojrzała na nią z uwagą. - Cóżeś takiego uczyniła, że się wstydzisz? - spytała z niepokojem w głosie. - Tajemnicę Wam powiem straszną!... Wam tylko!... U stóp wzgórza od niedawna poczęła pojawiać się jakaś zjawa. Jest to rycerz w zbroi... - i po chwili dodała przejmującym głosem - Widziałam go, ale uciekłam zlękniona. Teraz myślę, że duch ten potrzebuje ludzkiej pomocy... Księżna słuchała słów Sławy uważnie i z zaciekawieniem. - A możesz mnie tam zaprowadzić? - zapytała po chwili milczenia, z lekkim niedowierzaniem w głosie. - Zaprowadzę! - odparła śmiało Sława. Księżna czuła, że jakiś niepokój dziwny w niej zapanował. - Jutro tam pójdę - szepnęła zdławionym głosem. Po chwili ulękła się i modlić się poczęła. Tylko ciszę przerywał od czasu do czasu dochodzący zza okien okrzyk straży, lub szelest kropli, spadających z nasiąkłych wilgocią drzew. Nazajutrz, gdy Sława przechodziła przez sień, usłyszała nagle za sobą życzliwy głos i ujrzała księżną, która patrzyła na nią z oczekiwaniem w oczach. - I cóż? - spytała żywo. - Za godzinę pójdziemy... - Ej, kto by się namyślał - odparła cicho, z rozkoszną poufałością Sława. Słońce miało się już ku południu, gdy wyszły z zamku i dla zmylenia gapiącej się straży na murach, przysiadały na murawie. Po chwili jednak wstały i ruszyły w gąszcz boru, który gęstym pierścieniem otaczał zamek. Szybko przedzierały się leśną ścieżką w dół wzgórza. Nagle w oddali, wśród leśnej ciszy, odezwały się jakieś szmery i jęk straszliwy targnął powietrzem. Wśród drzew zamajaczyła jakaś wyniosła postać rycerza w zbroi, wspartego na mieczu jedną ręką. Była ona jednak wiotka i przejrzysta, jakby z mgły utkana, oczy tylko spod hełmu głęboko i poważnie patrzyły. - To on! - szepnęła Sława przejmującym głosem. Księżna, chociaż różne już miała widzenia, lekko zadrżała. Rycerz spojrzał na nie łagodnie i rzekł głosem dźwięcznym, niczym szmer strumienia: - Nie bójcie się! Jam duch rycerza Pawła z Legnicy... Księżna patrzyła i oczu nie mogła oderwać od postaci rycerza, na piersi którego świecił ryngraf złocisty z wizerunkiem Matki Boskiej, jaki zazwyczaj rycerstwo nosiło, by chronił ich od pocisków i złej przygody. - Dobry to duch - pomyślała i do postaci tajemniczej się zwróciła. - Witaj imieniem Boga wspaniałego, którego winniśmy ubóstwiać! Jaki zły los zawiódł cię w te strony? - Niech będzie pochwalony... - odpowiedział łagodnie. - Szukam kogoś, kto by mnie ocalił i pomógł bym legł spokojnie w grobie... - Co do ciebie, panie, przystąpiło? - spytała i przeżegnała go znakiem krzyża. - Pokutuję za moje grzechy wielkie i małe, jakie popełniłem od godziny urodzenia aż do dnia, w którym poległem. Tutaj, w tym miejscu, niegdyś zabiłem kapłana pogańskiego boga Grodo, który na tym wzgórzu miał swoje siedlisko. Wówczas ślubowałem Bogu, że w miejscu, gdzie fałszywe bóstwo przybytek miało, Jego ołtarz stanie. Ale wśród burzliwej fali żywota nie mogłem ślubu spełnić. Teraz błąkam się więc w tym miejscu, gdzie ślubowanie złożyłem. Teraz dopiero księżna i Sława zauważyły, że rycerz trzyma w drugiej ręce mały kościółek wyrzeźbiony z drewna, który wyciągnął ku niej. - Weźcie, Wasza Miłość, daję go Wam w podarunku... Księżna wzięła go z ręki rycerza. - Za spokój twej duszy takowy kościół wybuduję w tym miejscu. Uczynię tak, jak ślubowałeś za życia. Niech Bóg udzieli ci swego świętego błogosławieństwa. Księżna złożyła swe białe ręce na piersi i oczy zwróciła ku niebu. Ledwo skończyła się modlić, a już mglista postać rycerza poczęła blednąć coraz bardziej, wreszcie rozwiała się bez śladu. Usłyszały tylko dźwięk dzwonu. - Amen! - zabrzmiał nagle głos Sławy, przejętej i wzruszonej. Księżna dotrzymała słowa. Niebawem u stóp wzgórza kościół stanął niewielki, który pod opiekę wziął kasztelan zamku Grodziec, bowiem w głównej mierze mieszkańcom grodu służył.

Kościoły Katedry Bazyliki

Zobacz podobne:
» Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP w Wierzbowej
»  Stolec
» Kolegiata Świętego Krzyża i św. Bartłomieja we Wrocławiu
» Katedra św. Marii Magdaleny we Wrocławiu
» Cerkiew Świętych Cyryla i Metodego we Wrocławiu

11.10.2011